Jak powstawała Pasieka „Miodowa Dolina”

Pszczoły.. Jak przez mgłę pamiętam kilka uli stojących w domu. Bardziej pamiętam jednak rurkę, z której wylatywała bursztynowego koloru słodka ciecz. Miód.. od kiedy pamiętam, zawsze stał na stole.  Miłe, słodkie strzępki wspomnień.  Ule na podwórku zniknęły gdzieś w czasie, kiedy ja powoli dorastałem. Później pamiętam, jak każdej jesieni razem z tatą, wieczorem, wybieraliśmy się do miejscowego pszczelarza. Zawsze czekałem na tą chwilę. Te konwie w których trzymał miód – były chyba nawet większe niż ja. Dostawaliśmy dużą łyżkę i mocno grzebaliśmy wybierając najlepszy smak. Później jeszcze większą przekładał nam w słoiki.  Starczało na całą zimę. Kilka lat temu niestety zmarł, a pszczoły zostały sprzedane. Kupiliśmy miód przy drodze.. tydzień później oddaliśmy – to nie był miód, dziwna za słodka ciecz. Kiedyś przyjechał „pszczelarz” z Bieszczad czy Mazur.. dał popróbować, prawdziwy, pyszny miód. Tylko z samochodu przyniósł całkiem coś innego. Nie dało się tego jeść, a człowieka odszukać. Po połówce pierwszego słoika resztę wyrzuciliśmy. I tak narodziła się myśl – ule muszą wrócić na działkę, a prawdziwy miód na stół.  Kolejnego lata tak się stało.

Pierwsze rodziny zakupiłem 25 lipca 2011 roku. Około 2-3 w nocy dnia kolejnego stały już na działce. przyjazd pierwszych uliNad ranem, zmęczony, użądlony i uśmiechnięty usnąłem jako pszczelarz amator. Żartuję. Byłem jedynie posiadaczem kilku uli z pszczołami. Nie rozróżniałem czym jest rodzina, odkład czy rójka. Nie widziałem nawet jeszcze własnych pszczółek (według słów pszczelarza od którego kupiłem – na czas transportu lepiej, aby ramki były „przykitowane”).

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *