Pierwszy… i kolejne roje w pasiece.

W zasadzie wczoraj oglądałem 2 roje. Klasyczny – który siedział wysoko na modrzewiu, około 30km od mojego miejsca zamieszkania. Około godziny 20 odebrałem telefon, że siedzą. I domu nie mają. Pomyślałem, późno, ciemno, będą cięły.  Z drugiej strony pozostawał mi już tylko błogi odpoczynek przed TV – na nic więcej sił nie miałem. Zdecydowałem, ze pojadę i zobaczę jak to wygląda. Zabrałem rojnicę. Tak głupio z pustymi rękami jechać. Przed 21 dojechałem. Szarówka i gdzieś wysoko nad głową, pośród gęstych modrzewiowych gałązek wisi. Czeka. I chyba nigdzie się nie wybiera, bo to jego kolejny dzień na gałęzi minął. Znalazła się drabina i powędrowałem wysoko, nie myśląc co pode mną. Bardziej zastanawiałem się, co wisi nade mną – musiałem podejść pod rojem – ledwo sięgałem, mimo pełnego rozłożenia 3 członów drabiny. Mocno się trzymały i ostatecznie zmuszony byłem złamać gałązkę i spokojnie wędrować na trawę poniżej, gdzie czekała skrzynka. Pszczółki okazały się niesamowicie łagodne, przez przypadek zaliczyłem jedno użądlenie i na tym się skończyło. Wracały głośno szumiąc na fotelu kierowcy. Kilka zbłąkanych zwiedzało zakamarki deski rozdzielczej – pewnie dzisiaj rano będą szukały wyjścia z samochodu.  Pozostało odwieczne pytanie – osiedlić i czekać na miód – później leczyć. Czy może najpierw wyleczyć, a z miodu zrezygnować.

Drugim rojem był sztuczny twór, który sam stworzyłem. Kilka kilogramów pszczół wysypane przed ul w celu wychowu larw na matki. Nie zmieściły się w ulu i wybrały sobie za nowy dom topiarkę słoneczną stojącą kilka metrów dalej. Błądziły po niej nerwowo szukając matki. Nie znalazły. Ostatecznie weszły do ula, który dla nich wybrałem.

1 thought on “Pierwszy… i kolejne roje w pasiece.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *